Pippi czy Barbie – kto wzorem dla naszych córek??

pippi vs barbie

Pippi czy Barbie – kto wzorem dla naszych córek??

W czasach, kiedy teoretycznie wszystko nam wolno, wciąż wiele jest nam narzucane. W czasach, kiedy teoretycznie panuje równość, istnieje wiele podziałów.

Pewne podziały są naturalne, bo nie zaprzeczymy przecież, że różne płcie istnieją. Ale, sama płeć nie powinna determinować tego, co możemy, a czego nie możemy, jak mamy postrzegać i odbierać świat, jeśli nie wynika to bezpośrednio z naszej indywidualnej konstrukcji czy osobistego widzenia świata. Innymi słowy, jeżeli nie chcę zostać kierowcą ciężarówki, to dlatego, że mnie to nie pociąga i mam inny pomysł na siebie, a nie dlatego, że jestem kobietą i społecznie nie ma na to przyzwolenia. Choć być może, jeśli w dzieciństwie miałabym swobodny dostęp do pojazdów mechanicznych, zamiast lalek, i byłabym zachęcana przez otoczenie do zabaw motoryzacyjnych, to może w dorosłości chciałabym zostać właśnie kierowcą ciężarówki.

Dzieciństwo

No i tu właśnie dochodzimy do sedna, czyli do dzieciństwa. Z psychologii rozwojowej wiadomo, że dzieci uczą się głównie przez obserwację. Nie rodzą się jako czysta kartka, która wchłonie wszystko, mają swój temperament, swoje wrodzone możliwości. Ale ważne jest to, co ich otacza, w jaki sposób osoby z ich najbliższego otoczenia widzą świat i w jaki sposób im go przedstawiają. To, w jaki sposób wychowujemy dziewczynki i chłopców, ma kluczowe znaczenie, jakimi kobietami i mężczyznami się staną.

Jeśli więc chcemy, by nasza córka wyrosła na pewną siebie, odważną, świadomą swoich wartości, możliwości i preferencji kobietę – musimy pozwolić jej być taką dziewczynką. Pozwolić jej wejść na drzewo – by doświadczyła swoich fizycznych możliwości; ubrudzić się – by bez zahamowania angażowała się w działanie; samodzielnie dopasować ubranie – by mogła eksperymentować i odnalazła własny styl; ubrać strój nieodpowiedni do okazji – by miała odwagę się wyróżniać; bawić się dowolnymi zabawkami – by odnalazła sferę działania przynoszącą jej przyjemność; inicjować działania – by poczuła własną moc; przeżyć porażkę – by umiała sobie radzić z rozczarowaniem. I wiele innych. Po prostu pozwólmy dziewczynkom być sobą. Otwierajmy dla nich drzwi możliwości, a one sobie już z tym poradzą, i wybiorą dla siebie to, czego same dla siebie chcą.

My kobiety

Spójrzmy też na siebie i bądźmy dobrym wzorem. Jeśli na przykład, głośno narzekamy na swój wygląd, krytykujemy innych, nie czujemy się dobrze, nie inicjujemy działań w swoim życiu, nie mamy poczucia zadowolenia z siebie i własnego życia – nie oczekujmy, że nasze dzieci magicznie wyrosną na innych ludzi.

To jak w takim razie jest z tą Pippi i Barbie?? Który model jest bliższy mojemu sercu, i który model chcę zobaczyć w dorosłej kobiecie wyrastającej z mojej małej córeczki??

Pippi

Pippi – to samodzielna, odważna, szalona dziewczynka, z głową pełną pomysłów, niestandardowym myśleniem i działaniem. Pippi nigdy się nie poddaje, z każdych tarapatów znajduje drogę wyjścia, na krytykę i złe traktowanie ma zawsze dobrą metodę. Czasem się smuci, ale potrafi też wesoło patrzeć na świat. Ubiera się kolorowo, ma tylko dwójkę, ale za to bardzo bliskich przyjaciół, a do reszty otoczenia jest bardzo pozytywnie nastawiona. I co ważne – to dziecięcy model osobowościowy, bohater dla dzieci właśnie.

Barbie

Barbie – to lalka, obrazująca dorosłą kobietę, o nierealnych kształtach i idealnych ubraniach. Życie postaci, którą Barbie kreuje toczy się wokół ubrań, fryzur, makijażu – ogólnie wyglądu. Nie ma tu miejsca na dziecięcą zabawę, doświadczanie, sprawdzanie swoich możliwości i określanie siebie. Jest tu tylko koncentracja na wyglądzie i pseudorelacji z wyidealizowanym partnerem. Nierealna kobieta idealna, która staje się modelem dla dzieci.

Czego chciałabym dla swojej córki? Na jaką kobietę chciałabym, aby wyrosła? Na taką, która mogłaby zaśpiewać „Nie martwcie się o mnie, ja sobie zawsze dam radę” – powtarzając za Pippi oczywiście.

Gosia, mama psycholog

9 Replies to “Pippi czy Barbie – kto wzorem dla naszych córek??”

  1. A ja mam taka refleksję, że obecność Barbie w świadomości nas – dziewczynek dziś około 40-letnich;) wpłynęła na to, że u progu nowego tysiąclecia zaczęły się masowe kariery kobiet, które wiązały się też z ich coraz bardziej zadbanym, wypielęgnowanym wyglądem. Nie kojarzę takiego zjawiska z lat 80-tych czy 90-tych, nie wspominając już o wcześniejszych dekadach. Spotykamy wszystkie te kobiety o perfekcyjnych figurach, makijażach i nieskazitelnym wizerunku i odnoszę wrażenie, że cel ten osiągają wcale nie przez próżność, ale ambicje, także zawodowe. A pierwsze TAKIE ambicje wzbudzała własnie Barbie.

    Wpływ lalki Barbie na mentalność pokolenia to coś znacznie więcej niż wpajanie dzieciom, że kobieta ma ładnie wyglądać i zajmować się domem. Kiedyś, w latach 50’tych w Ameryce może i tak, ale recepcja zjawiska jest już zupełnie inna. Na przełomie lat 80/90′ tych w Polsce fenomen tej lalki polegał na tym, że zdradzała istnienie jakiegoś innego świata, cywilizacji produkcji i konsumpcji, którą też chciałyśmy mieć u siebie. Barbie budziła odwagę marzenia o byciu kimś innym niż tym, co rysował szary horyzont przeznaczenia. Nie pamiętam, by Pippi była bohaterką zbiorowej wyobraźni dziewczynek z mojego pokolenia, za to Barbie – owszem. Teraz widzę, że wyrosły z nich kobiety, które szefują w firmach, zarządzają zespołami, projektami. Bycie taką dorosłą “Barbie” to jest często element ich kariery, profesjonalizmu, dominacji, feminizmu nawet, zdobywania świata na własny użytek i urządzania sobie życia na swoich warunkach.

    Pseudorelacja z Kenem to jedno, ale Barbie uczyła obecnie dojrzałe kobiety czegoś jeszcze – zasiewała i umacniała zupełnie inny typ relacyjności, trochę opartej na spełnianiu oczekiwań (od czegoś te kariery trzeba było zacząć;), a w dużej mierze na oczekiwaniu, że własne polecenia czy zachcianki mają być spełnione – stąd łatwość wydawania poleceń. I te dwie postawy plus wrodzona obowiązkowość były już fundamentem zawodowego wypełniania zadań i odnajdywania się w strukturach.

    Można dyskutować, czy pracownice korporacji wysokiego szczebla są szczęśliwe, nad względnością tego, co daje szczęście, czy jest to model społecznie do obronienia czy nie, ale przecież wychowując chcemy przede wszystkim, by nasze dzieci znalazły sobie miejsce w świecie i wśród ludzi do dobrego życia, które je satysfakcjonuje. One wybierają taką właśnie formę, w niej się czują swobodnie i akuratnie, spełniają swoje wyobrażenie o pięknym, dostatnim i ważnym życiu, to są ich wartości i te chcą realizować, w innych w ogóle nie odnalazłyby sensu.

    Myślę, że spekulować, która bohaterka jest lepszym wzorem, to trochę tak, jakby dyskutować, czy Łęcka była naturalna czy sztuczna;) Bo prawda jest taka, że dzięki swym manierom i afektowanym zachowaniom była naturalna w swoim środowisku. Tak samo kobiety -pistolety;) – są w swoich korporacjach, firmach na odpowiednim miejscu, idealnie poruszają się w rzeczywistości opartej (poza kompetencjami) na wyglądzie, wizerunku i szczególnych predyspozycjach psychicznych (organizacja, podporządkowanie), nierzadko ukształtowanych na kompilacji tego, co dla nich znaczyła Barbie i co mówiła do nich mama te 30 lat temu. Dzięki temu modelki zrobiły kariery również biznesowe, a sektor managementu ma największy wpływ na obecny kształt społeczeństwa i ideę tak czczonej dziś samorealizacji.

    Ja oczywiście dla obydwu (i Pippi, i Barbie) widzę miejsce, obydwie sięgają po swoje, obydwie wykazują strategię, działanie. Przyznaję, że dobrze by było, gdyby model Pippi się wzmocnił i przetarł szlak dla kiełkujących dziś nieśmiało nurtów typu wabi-sabi, w których poprzestajemy na tym, co mamy i kim jesteśmy, bez gonienia za coraz lepszą wersją siebie.
    Ale i tak, Jeśli miałabym wybrać którąkolwiek, to wybieram Alicję w Krainie Czarów;)

    1. @Aśka
      Jakoś nie mogę odnaleźć w postaci Barbie tak pozytywnego wpływu na rozwój dzisiejszych silnych i przedsiębiorczych kobiet – skąd miałyby to od niej czerpać, skoro ona taka nie była? Myślę, że to jednak zasługa innych wpływowych postaci.
      Domyślam się, że w obronie Barbie, chciałaś znaleźć pozytywy jej postaci. No ja ich jednak nie odnajduję. Też jestem z tego już dorosłego pokolenia, i przyznam, że nigdy Barbie nie miałam, bo po prostu nie chciałam mieć. Nie pamiętam nawet, żeby kiedykolwiek w mojej głowie pojawiła się myśl o Barbie, czy chęć jej posiadania. Tak też można 🙂
      Alicję w Krainie Czarów też uwielbiam, choć tam, to ona wchodziła w gotowy magiczny świat i go odczytywała, trochę też w nim błądząc. Niewiele sama z siebie dawała, niewiele działała. Raczej się przyglądała i odkrywała. Ale za całą magię i odwagę odkrywania nieznanego – wielki plus !!

      1. Bo Alicja czytała siebie, to opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości, kobiecości itp. My też jak się rodzimy, to od razu dajemy nura w gotowy świat, w którym szukamy sposobu na autoidentyfikację. rzadko kiedy tworzymy odrębne światy, raczej znajdujemy sobie miejsce w świecie urządzonym, taka po prostu ludzka reguła.
        A Barbie w tych czasach to ja nie wiem, jaki może mieć wpływ na najmłodszych, na pewno nie ten sam, co na dzieciaki 30 lat temu. Wpływ to przecież kombinacja walorów przedmiotu i kontekstu, w jakim jest osadzony/ używany. Trzy dekady temu kontekst był inny i wypadkowa fetyszu lalki Barbie, modelu wychowawczego w tamtym okresie i czasów transformacji dała taki rezultat, jaki opisałam na przykładzie karier kobiet-torped. Zbyt to regularne zjawisko, żeby scedować je na jakieś indywidualne relacje między rodzicem a dzieckiem. Zwłaszcza że kariery porobiły dziewczęta dość zaniedbane emocjonalnie i materialnie. Po prostu same zaspokoiły swoje własne potrzeby;)
        Ja też nie przepadałam za Barbie, była zbyt twarda;) Wolałam lalki szmacianki. Jednakowoż była obiektem pożądania moich rówieśnic i tak się złożyło, że w życiu zdobyły tzw. osiągnięć znacznie więcej niż ja. Widzę zatem jakąś prawidłowość w tym, ze masowe zjawisko, jakim była Barbie zaprowadziło niektóre kobiety pod szklany sufit biurowca, podczas gdy Ty czy ja, obywając się bez Barbie jesteśmy tu, gdzie jesteśmy;)

        1. I dlatego też, taka poszukująca i odkrywająca postawa Alicji podoba mi się bardziej, niż skoncentrowana na sobie i na płytkich relacjach Barbie 🙂

  2. Aaa… odpowiadając na Twoje pytanie: “skąd miałyby to (siłę i wpływowość) od niej czerpać, skoro ona taka nie była?” – sama pamiętam, że dla mnie Barbie była przeciwieństwem mojej mamy – czyli silną, pewną siebie dominą, która miała swój styl i odważnie go prezentowała, tak ją postrzegałam. Myślę, że inne dziewczynki też – zachwycały się, że Barbie jest tak inna od ich matek, nie chciały naśladować mam, tylko stworzyć sobie takie życie, w którym byłyby dorosłymi Barbie, a nie wiecznie zaharowanymi gospodyniami, pracującymi na drugim kiepskim etacie w zakładzie państwowym.
    Barbie nie wyglądała na zmęczoną, a obszar jej zajęć wykraczał poza wszelkie wyobrażenie – wiadomo tylko było, ze jest tam mnóstwo luksusu i żadnego brudzenia rąk;) Nikt nie miał wtedy pojęcia o marketingu i blogach;)

    1. Pamiętajmy też o całej fali anorektycznych modelek i dziewczyn dążących do niebotycznie wyśrubowanych modeli ciała ludzkiego, nierealnego albo niezdrowego. Czyżby Barbie była tu bez winy??

  3. Ano, oczywiście pamiętam. Bardziej chodzi mi o to, że jako fenomen popkulturowy, Barbie miała tak duże pole oddziaływania na wrażliwość dziewczęcą, że z jednej strony wywołała jeden z gorszych kultów ciała, z drugiej strony ma swoje zasługi;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.